piątek, 29 czerwca 2018
#28 Louis
Powoli docierały do mnie silne wibracje. Zaraz, zaraz .. Skąd ja znam to uczucie? I jeszcze do tego ta wkurzająca melodyjka. Po omacku włożyłam rękę pod poduszkę i wyjęłam spod niej telefon. A no tak. Otworzyłam niechętnie jedno oko i szybko wyłączyłam budzik. Spojrzałam na wyświetlacz. Godzina 6:35. No gorzej już być nie mogło. Podniosłam drugą powiekę i zamrugałam kilkakrotnie. Jaki dziś dzień? Chyba czwartek. Niee .. A może jednak? Zczołgałam się z łóżka. Poszłam do łazienki i stanęłam przed lustrem. Nie, to na pewno nie było to, co chciałam ujrzeć. Włosy w totalnym nieładzie, podkrążone i zaspane oczy. Po prostu marzenie każdej dziewczyny. Umyłam zęby i uczesałam się. Wróciłam do pokoju i podeszłam do szafy. Taak .. Odwieczny dylemat - w co się ubrać. Wybrałam czarne rurki, niebieski T-shirt i bluzę. Założyłam ciuchy i udałam się do kuchni. Po zjedzeniu niezbyt pożywnego śniadania, spakowałam książki. Do szkoły nie miałam daleko, więc chodziłam pieszo z koleżankami. To rozwiązanie bardzo mi odpowiadało, bo wolałam mieć towarzystwo, a z nimi nie można było się nudzić. Przeczekałam pozostały mi czas na kanapie w salonie. Gapiłam się w sufit, zastanawiając się nad moim życiem. W sumie nie było tak źle. Przyzwyczaiłam się do tego, że praktycznie mieszkam sama, bo rodzice ciągle albo w pracy albo na wyjeździe. Kilkoro dobrych znajomych, na których zawsze mogłam liczyć. Po prostu żyć, nie umierać! Zerknęłam na najbliższy mi zegarek. Jestem lekko spóźniona. Podniosłam się i wyszłam z domu. Ciepłe, majowe powietrze owiewało moją twarz. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Dołączyłam do mojej cudownej czwórki i wyruszyłyśmy. Claire i Megan cały czas nawijały. O byle czym. O reklamach, ulubionych serialach, programach rozrywkowych. Ogólnie o głupotach. A co do Alice i Liz? Sprawdziany, kartkówki i inne rzeczy związane ze szkołą. Wsłuchiwałam się w obie rozmowy. Nie chciałam dołączać się do żadnej z nich. Nie potrafiłam wykazać się wiedzą na którykolwiek z tematów. To nie dla mnie.
- No ta co leci tak: na na .. na na .. - powiedziała Megan.
- Aaaa .. To już wiem, o którą ci chodzi! - odpowiedziała Claire. - To ona jest fajna!
- No i właśnie o to chodzi, że ja nie pamiętam. - żaliła się Liz. - A ona z tego może pytać!
- Oj, dasz radę. - mówiła Alice.
- [T.I.], co się nie odzywasz? - zapytała Lizzie. W końcu ktoś mnie zauważył.
- Zamyśliłam się. - odpowiedziałam.
- No to wyobraź sobie, pani marzycielko, że mamy dziś dwa sprawdziany.
- To trudno. - westchnęłam. - Jakoś to przecierpię.
- Ty to umiesz. Nie musisz nawet zaglądać do książki.
- Taa .. - przewróciłam oczami. - Gdyby tak było to .. Bez komentarza.
- Ech .. Zawsze się upierasz przy swoim. - uśmiechnęła się do mnie. Szliśmy tak chwilę w milczeniu. Ciszę przerwał dzwonek mojej komórki oświadczający o tym, że dostałam sms-a. O tej porze? Wiadomość była od numeru, którego na pewno nie miałam w książce telefonicznej.
"O której kończysz lekcje?"
Że co proszę?
- Od kogo? - zapytała zawsze ciekawska Megan. Nie odpowiedziałam jej.
- A wiesz co będzie w następnym odcinku? - zagadała ją Claire. Moje wybawienie. Wszystkie zaczęły na nowo zawziętą konwersację, a ja szłam lekko z boku. Właśnie, Meggie, od kogo? Nie myśląc za wiele, postanowiłam odpisać.
"O 15."
Kto ma mój numer, a ja o tym nie wiem? Hmm..
"Spotkajmy się przed wejściem. 15:05."
Co ja wyprawiam?
"Ok. A z kim rozmawiam?"
"To tajemnica."
Jestem cholernie nieodpowiedzialna. Tak. To bardzo dobre określenie. Nieodpowiedzialna. Zapisałam sobie numer pod nazwą „Nieznajomy”.
- Z kim pisałaś? - Megan już nie wytrzymywała.
- To tajemnica.
Reszta drogi minęła spokojnie. Ani się obejrzałam, a byłyśmy już w szkole. Czekając pod klasą na pierwszą w tym dniu lekcję rozglądałam się po korytarzu. W pewnym momencie zobaczyłam jego. Koszulka w paski, jasne rurki i szelki. Louis chodził do tej samej klasy, co ja już drugi rok, ale nadal nie znałam go zbyt dobrze. Jednak było w nim to coś. Podobał mi się już od dawna, ale nie chciałam tego nikomu mówić. No bo po co? Jeszcze by mnie wyśmieli, że taki przystojniak będzie chciał się spotykać z dziewczyną mojego pokroju. Stał tak, oparty o ścianę i rozmawiał z kumplami. Nagle nasze spojrzenia się spotkały. Uśmiechnął się do mnie. Odruchowo odwzajemniłam gest i spuściłam wzrok, żeby ukryć rumieniec, pokrywający moje policzki. Po chwili poczułam dotyk na moim ramieniu. Podniosłam głowę.
- Cześć. - miał taki piękny głos. - Jesteś [T.I.], prawda?
- Tak. - w moim brzuchu latały niezliczone ilości motyli, których nie dało się w żaden sposób poskromić.
- Bo tak sobie myślę, że powinniśmy się lepiej poznać .. - powiedział Louis. - Może dałabyś się gdzieś zaprosić?
Ten znajomy artystyczny nieład na głowie niewątpliwie dodawał mu uroku. Równiutkie, białe zęby i piękne oczy były dopełnieniem jego idealnej twarzy. Chłopak, o którym zawsze marzyłam, wreszcie zrobił ten pierwszy, decydujący krok. Miałam ochotę zemdleć.
- Na przykład dziś wieczorem. Co ty na to? - wyrwał mnie z zamyślenia.
- Hmm .. Czemu nie. - uśmiechnęłam się najładniej, jak potrafiłam.
- Przyjdę po ciebie o szóstej. - powiedział i schylił się nade mną, żeby pocałować mnie w policzek. Zostawił mnie wstrząśniętą i oszołomioną. Jak ten facet potrafił namącić w głowie.
Zadzwonił dzwonek i weszliśmy do klasy. Zajęłam moje ulubione miejsce przy końcu sali i rozpoczęła się lekcja. Matematyka. Nudy, nudy i jeszcze raz nudy. Nauczycielka pisała na tablicy jakieś skomplikowane działania i tłumaczyła uczniom jak je rozwiązać. Po klasie rozchodziły się ciche szepty. Rozmowy uczniów, a w szczególności dziewczyn w ławce za mną, wywody pani, że nie słuchamy ważnych rzeczy, które w przyszłym życiu na pewno się nam przydadzą, powolne tykanie zegarka, szum wiatru za oknem ..
Poczułam ukłucie w plecy.
- [T.I] .. - Liz wydawała się czymś strasznie zachwycona. - [T.I.] !
Gwałtownie się podniosłam i zwróciłam twarzą do koleżanki.
- Co się stało? - zapytałam trochę głośniej niż chciałam.
- Panno [T.N.], jaki będzie wynik? - usłyszałam głos nauczycielki.
- Ehmm .. - zerknęłam na tablicę. Co to jest, do cholery ?!
- Widzę, że ktoś tutaj nie uważa. - była wyraźnie zdenerwowana. - Znów muszę cię upominać. Następnym razem ci nie daruję. - pokiwała groźnie palcem i wróciła do swoich czynności.
- [T.I.], odwróć się na chwilę. - moje przyjaciółki najwidoczniej miały mi coś bardzo ważnego do powiedzenia. Przekręciłam się na krześle i spojrzałam na nie pytająco.
- [T.I.], Tomlinson ciągle się na ciebie patrzy! - Claire złapała moje policzki i odwróciła w prawą stronę. Spotkałam się z jego błyszczącymi oczami. Uśmiechnął się do mnie i powrócił do robienia notatek. Usłyszałam dźwięk dzwonka informujący o końcu czterdziestopięciominutowego piekła. Sprzątnęłam z ławki swoje rzeczy i wyszłam z klasy. Co się ze mną dzieje? Przecież on mógł mieć każdą. Panienki lgnęły do niego, jak do nikogo innego. Nic na to nie mogłam poradzić. Nie byłam taka odważna.
Byłam wyjątkowo niewyspana, więc kolejne lekcje mijały w ekspresowym tempie. Przynajmniej miałam spokój.
~*~
- Ciekawe ile razy jeszcze będziemy musiały cię dobudzać... - zastanawiała się Alice.
Zorientowałam się, że leżę twarzą na ławce. Ostatnio to moja ulubiona pozycja.
- Przepraszam was dziewczyny. - powiedziałam niewyraźnie. Podniosłam się i zobaczyłam, że jesteśmy same w klasie. - A .. długo tu tak stoicie?
- No, będzie jakieś pięć minut. - odpowiedziała Liz.
- Ale nie przeszkadzaj sobie. - dodała Claire. - My poczekamy.
- O, i Louis kazał ci to przekazać. - Lizzie podała mi małe zawiniątko z uśmiechem na twarzy. - I mówił, żebyś otworzyła dopiero wieczorem.
Byłam bardzo ciekawa, ale trudno. Zrobię jak chce. Schowałam karteczkę to tylnej kieszeni spodni i wyszłyśmy z sali. Na korytarzach ani żywej duszy. Coś tu jest nie tak. Pchnęłam drzwi wejściowe i poczułam lekki wietrzyk. Nagle w oddali zobaczyłam Lou. Powoli zmierzał w naszą stronę.
- No to .. my się zmywamy. - powiedziały dziewczyny i zostawiły mnie samą. Louis stanął obok mnie.
- A jednak o mnie pamiętałaś. - powiedział i obdarzył mnie swoim pięknym uśmiechem.
- Słucham? - to było raczej pytanie retoryczne. O nim nie dało się zapomnieć.
- Pozwolisz, że odprowadzę cię do domu? - spytał grzecznie.
- Tak, jasne. - coś w mojej głowie mówiło mi, że o czymś zapomniałam. O czymś bardzo ważnym. Jednak teraz nie miałam na to czasu.
Całą drogę spędziliśmy na rozmowie. Dowiedziałam się o nim paru rzeczy.
- Dziękuję. - powiedziałam, gdy staliśmy przed wejściem do mojego domu.
- Nie ma za co. Widzimy się później.
Odwrócił się na pięcie i odszedł. Przekręciłam klucz w zamku i weszłam do środka.
Pobiegłam do salonu i rzuciłam się na kanapę. Musiałam dobrze przyswoić dzisiejsze wydarzenia. Nie spodziewałam się, że popularny i lubiany chłopak będzie chciał zadawać się z taką szarą myszką. Był sławny i miał swoją bandę, z którą włóczył się po szkole. Uśmiechnęłam się na samą myśl o nim.
Miałam dużo czasu na przygotowania do spotkania z Lou. Wstałam i udałam się do kuchni. Otwierałam po kolei wszystkie szafki. Pierwsza – pusta. Druga – jakieś słodycze. Wyciągnęłam z niej paczkę wyglądających obiecująco żelków i położyłam je na stoliku. Otworzyłam drzwiczki następnej szafeczki i wysypały się na mnie opakowania przypraw z różnych stron świata. Nawet nie wiedziałam, że moja mama trzyma w domu takie rzeczy. Sprzątnęłam leżące na podłodze przyprawy. W kolejnej szafce znalazłam herbatę. Pomarańczową. Może być. Włączyłam czajnik i pobiegłam na górę po laptopa. Wróciłam do kuchni i usiadłam na wygodnym krześle. Przeglądałam strony internetowe, szukając nowości. Skandale, zdrady, ucieczki, porażki, ale i sukcesy, triumfy, romanse. Czyli bez zmian. Zamknęłam komputer i w tym momencie usłyszałam gwiżdżący czajnik. Zaparzyłam gorący napój. Wpatrywałam się, jak ciecz powoli zmienia swój kolor na przepiękny pomarańcz.
Mam nadzieję, że postępuję dobrze...
~*~
Zostało tylko pięć minut.
Stałam przed lustrem nakładając na rzęsy warstwę czarnego tuszu. Zdążę – powtarzałam sobie myśli. - Tylko spokojnie.
Sprawdziłam jeszcze czy moje włosy wyglądają przyzwoicie i wyszłam z łazienki. Wzięłam swoją ulubioną czarną torebeczkę i byłam gotowa. Gdy schodziłam po schodach usłyszałam pukanie. Podbiegłam szybko do drzwi i je otworzyłam.
- Hej. - powiedział Louis, a na jego twarzy od razu zagościł uśmiech.
- Cześć. - odpowiedziałam. - To gdzie idziemy?
- Zobaczysz. - odparł tajemniczo. - Mówiłem ci już, że pięknie dziś wyglądasz?
- Nie, ale dziękuję bardzo. - spuściłam głowę, ponieważ gdyby nie to, moje sławne czerwone policzki ujrzałyby światło dzienne.
- Mogę ci to mówić cały czas. - złapał mnie za podbródek, abym patrzyła mu prosto w oczy. Miał takie piękne niebiesko-szare tęczówki. - Jeśli chcesz oczywiście. - dodał i powoli zmniejszając odległość między nami złożył na moich ustał słodki pocałunek.
- Chcę. - powiedziałam i oparłam się swoim czołem o jego. Poczułam jak nasze palce splatają się w delikatnym uścisku. Oderwał się ode mnie i ruszyliśmy przed siebie.
Szliśmy tak i szliśmy rozmawiając o wszystkim i o niczym, a ja zauważyłam, że zmierzamy w stronę szkoły.
- Ciągniesz mnie na randkę do budy? - zapytałam lekko przestraszonym głosem.
- Nie martw się. Nie będziemy się uczyć. - zaśmiał się.
Weszliśmy na teren tego cholernego budynku, w którym lubiłam jedynie spać. Louis spojrzał się na mnie i zaczął biec ciągnąc mnie za sobą.
- Co ty wyprawiasz? - zapytałam ciężko oddychając.
- Mieliśmy się lepiej poznać. - odparł i zatrzymaliśmy się na środku pustego boiska do piłki nożnej.
- Żartujesz? I co ty zamierzasz robić? - zdziwiłam się.
- Zarazić cię swoją pasją. - powiedział Louis i słodko się uśmiechnął. Wskazał palcem piłkę leżącą w pobliżu.
- Ale ja nie umiem grać. - zawstydziłam się.
- Nauczę cię. - oznajmił Lou i kopnął piłkę w moją stronę. Odbiłam ją z powrotem. Graliśmy tak przez dłuższą chwilę śmiejąc się, gdy okrągły przedmiot odlatywał w niezamierzonym kierunku, żartując i gadając o hobby Louisa. W pewnym momencie Lou zaproponował, że stanie na bramce, a ja będę się starać strzelić mu gola.
- Ale ty masz doświadczenie, a ja... - przygryzłam dolną wargę.
- Oszczędzę cię. - puścił mi oczko, na co ja zareagowałam promiennym uśmiechem.
O dziwo trafiłam kilka razy i nie ukrywałam, że bardzo się z tego cieszę. Chyba polubiłam ten sport. Nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęło się ściemniać, a na czarnym już niebie pojawił się rozświetlający mrok srebrny sierp księżyca.
Położyłam się na zielonej murawie wpatrując się w gwiazdy. Poczułam, że ktoś robi to samo. Odwróciłam głowę i zobaczyłam te nieziemskie oczy wpatrujące się we mnie.
- Piękna noc. - powiedział półszeptem Lou.
- Masz rację. - odpowiedziałam. - Dziękuję za miło spędzony czas.
- Powinienem dostać coś w zamian. - zamruczał mi do ucha.
- Co takiego? - podniosłam się na łokciach, a on uczynił to samo.
- Hmm.. - udał, że się nad czymś zastanawia. - Może buziaka?
- Niech ci będzie. - powiedziałam i cmoknęłam go w policzek.
- Nie, nie, nie... - pokręcił głową. - Nie o to mi chodziło.
Pochylił się nade mną i delikatnie mnie pocałował.
- Nie ma za co. - powiedział i uśmiechnął się czule. - Wiesz, jest jedna rzecz, której o mnie nie wiesz.
- Jaka?
- Odkąd chodzę do tej szkoły nie mogę przestać o tobie myśleć. Jesteś wyjątkowa. W tym jak chodzisz, mówisz i jak się rumienisz. Nie potrafiłem ci tego powiedzieć wcześniej. Kocham cię. - wypowiedział na jednym tchu.
- Nie jestem odosobniona. - powiedziałam. - Dobrze, że już wiem o tobie wszystko.
- Zaraz, zaraz. Masz przy sobie tę karteczkę ode mnie? - zapytał nagle. Przeszukałam się i z tylnej kieszeni spodni wyjęłam biały skrawek papieru. Rozwinęłam go i ujrzałam ciąg cyfr oraz podpis: Sprawdź numer od nieznajomego. Spojrzałam na Louisa, który był uśmiechnięty od ucha do ucha. Wyjęłam telefon i wyszukałam numer. Wyświetliła mi się nazwa „Nieznajomy”. Otworzyłam ze zdziwienia usta.
- Ty mnie prosiłeś o spotkanie? - zapytałam.
- Ja. I jak widać, wyszło pięknie. - powiedział i po raz kolejny tego dnia złączył nasze usta w pocałunku.
#27 Niall
Do kuchni wszedł zaspany Niall.
Niall... Był taki wrażliwy.
Nie rozumiem, dlaczego ktoś mógłby chcieć jego krzywdy.
Z niejednej bójki wychodził cało. Umiał postawić na swoim.
Ten kochany Blondynek nigdy się nie poddawał. Do końca walczył.
Kiedyś przegrał. Był przygnębiony, a ja starałam się za wszelką cenę go pocieszyć.
Tym razem było inaczej.
Podszedł do mnie od tyłu i objął mnie w talii.
- Dzień dobry, kochanie. - powiedział i położył głowę na moim ramieniu. - Co jest na śniadanie?
Ten jak zwykle o jednym.
- Narazie nic. Trzeba pójść po coś do sklepu. - wyplątałam się z jego uścisku i poszłam wyłączyć gwiżdżący czajnik. - Ale jeżeli zadowala cię porcja świeżego światła to ja nie mam nic przeciwko.
Zalałam gorącą wodą saszetki z herbatą i wróciłam do stołu, przy którym siedział zamyślony Niall, trzymając w dłoniach dwa parujące kubki.
- [T.I.] nie możesz się tak dołować. - spojrzał na mnie z troską. - Musisz spróbować wrócić do codzienności. Żyć tak, jak kiedyś.
- Nie potrafię. - spuściłam głowę. Poczułam jak po moich policzkach spływają słone łzy. Nialler podszedł do mnie i mocno przytulił.
Nie potrafiłam wyobrazić sobie bez niego życia. Nie teraz.
- Wszystko będzie dobrze. - pocieszał mnie.
Dlaczego ten świat zawalił mi się akurat teraz? Teraz, gdy miałam przedstawić Nialla moim rodzicom? Los wybrał im inną drogę. Gdyby na ich drodze nie pojawiłby się wtedy tamten samochód, siedzieliby pewnie teraz z nami z szerokimi uśmiechami na twarzach i patrzyli jak ich dorosłej córce dobrze się żyje. Oprócz nich nie miałam nikogo. Został tylko mój chłopak, który nienawidził kiedy byłam smutna. Większość ludzi pewnie zostawiłaby mnie na pastwę losu. On taki nie był. Został.
Ścisnęłam mocniej materiał jego koszulki, który i tak był już mokry. Staliśmy tak przez dłuższa chwilę. Poczułam burczenie w moim brzuchu. Przypomniałam sobie, że przecież lodówka świeci pustkami. Odsunęłam się delikatnie od Horana.
- Pójdę się przewietrzyć. - oznajmiłam i wyszłam z domu.
Chodziłam ulicami miasta zastanawiając się ile czasu zajmie mi doprowadzenie się do stanu używalności. Weszłam przy okazji do jakiegoś supermarketu i zrobiłam zakupy.
Wracałam powoli, bo doniesienie tylu toreb z jedzeniem było nie lada wyczynem. Nagle jedna z siatek się rozerwała i kupione przeze mnie produkty turlały się po ziemi w promieniu kilku metrów. Usiadłam na ziemi i zaczęłam płakać. Ostatnimi czasy nawet najmniejsze potknięcie doprowadza mnie do rozpaczy.
Jakaś osoba podeszła do mnie i zaczęła zbierać porozrzucane rzeczy i wkładać je do swojej torebki. Widziałam niewyraźnie przez łzy.
- Nic się nie stało. - odezwała się dziewczyna. - To się może zdarzyć każdemu.
Pomogła mi wstać. Otarłam wilgotne oczy i dopiero teraz dokładniej ją ujrzałam. Miała długie blond włosy i niebieskie oczy. Była mniej więcej w moim wieku. Uśmiechnęła się i podała mi rękę, żeby się przywitać.
- Jestem Holly.
-[T.I.]
-Coś cię gnębi? - bardziej stwierdziła niż zapytała. - Możesz mi się wyżalić, jeśli chcesz.
-Przepraszam za moje zachowanie. - przygryzłam dolną wargę. - Może masz rację. Powinnam z kimś pogadać.
Holly pokiwała głową i wskazała jakąś ławkę w pobliżu. Usiadłyśmy na niej i opowiedziałam o wszystkim. O braku szczęścia, o rodzicach, o Niallu i o tym, że pewnie umiera teraz z głodu, ale i zaczyna się martwić.
Dziewczyna zaproponowała, że wróci ze mną, bo przecież nadal ma moje zakupy. Szłyśmy cały czas rozmawiając. Chyba się zaprzyjaźnimy.
Weszłam do domu pierwsza i od razu ujrzałam zaniepokojonego Horana. Podbiegł do mnie i szczelnie zamknął w uścisku swoich silnych ramion. Jak gdyby nie widział mnie przez wieki.
- Gdzieś ty się podziewała? Martwiłem się o cie... - urwał. Odsunęłam się od niego, żeby zobaczyć, co spowodowało taką reakcję.
Wpatrywał się w Holly gniewnym wzrokiem. Ona wyjmowała ostatnie produkty z torebki, a gdy go zobaczyła, zawstydziła się i trochę... wystraszyła?
- Do zobaczenia [T.I.] - powiedziała i wyszła.
Nialler stał jak wryty.
- Znasz ją? - spytałam. Podszedł do mnie i ujął moją twarz w dłonie.
- Gdzie ją spotkałaś? I dlaczego ona była w naszym mieszkaniu? - zignorował moje pytanie.
- Pomogła mi z zakupami. - odpowiedziałam spokojnie. - A ty ją znasz?
Pocałował mnie delikatnie. Kim ona dla niego jest skoro nie chce mi powiedzieć?
- Znam. - jego błękitne jak ocean tęczówki przeszyły mnie na wskroś. - A raczej znałem.
- Co to znaczy „znałem”?
- Była kiedyś moją dziewczyną.
- I co się stało?
- A jak myślisz? Zdradziła mnie. - westchnął. - Z moim najlepszym przyjacielem.
Byłam w szoku. Dlaczego mi tego nie powiedział? Ale zazwyczaj nie rozmawia się z dziewczyną o swoich byłych. Jednak to nie było teraz ważne.
Po policzku Nialla spłynęła pojedyncza łza. Nie mogłam patrzeć jak cierpi. Starłam słoną ciecz wierzchem dłoni.
- Nie pozwolę, żeby ona znowu cię skrzywdziła. - powiedziałam. - Już nigdy więcej.
~*~
*Niall*
Od jakiegoś czasu cały czas przysyłała mi sms-y. Pisała, że żałuje tego co zrobiła, że nadal mnie kocha, że chce do mnie wrócić i żebym jej wybaczył. Na żadnego z nich nie odpisywałem. Nie miałem nic do powiedzenia. Nie mogłem nawet myśleć o tym, że zostawiam [T.I.] dla NIEJ. Nie mógłbym przeżyć dnia bez spotkania z tą piękną brunetką.
Spojrzałem na wyświetlacz telefonu. Kolejny sms od NIEJ.
„[T.I.] powiedziała mi, że już cię nie kocha. Przykro mi.”
Nie wiedziałem, co o tym myśleć. [T.I.] wyszła z domu. Może rzeczywiście jest teraz u Holly i mówi jej te wszystkie rzeczy. Nie, to nie może być prawda. Zmęczony rozmyślaniem, usnąłem.
Obudziło mnie pukanie. Żeby to było pukanie. Dobijanie się.
Poszedłem otworzyć. Gdy uchyliłem drzwi zobaczyłem bliską płaczu [T.I]. Rzuciła mi się na szyję.
- Już myślałam, że coś ci się stało. - mówiła. - Nie zamykaj następnym razem drzwi na klucz, dobrze?
Odepchnąłem ją od siebie. Bardzo zdziwiło ją moje zachowanie.
- Gdzie byłaś? - zapytałem oschle.
- Na spacerze w parku. - odpowiedziała i uniosła brew.
- Na pewno nie u Holly? - nie mogłem jej uwierzyć.
- Nie! - wykrzyknęła. - Skąd ci to przyszło do głowy?! Nie utrzymuję z nią żadnego kontaktu!
Była zdenerwowana. Przykro mi, ja też byłem. Musiałem się upewnić.
- Napisała mi, że u niej byłaś i że... - zawiesiłem głos. Nie mogło mi to przejść przez gardło. - Że mnie już nie kochasz.
Zatkało ją. W moich oczach zbierały się łzy, których nie potrafiłem powstrzymać. Podeszła do mnie powoli i złapała za ramiona.
- Posłuchaj mnie.. - powiedziała. - Nie wiem, jakie bzdury ta dziewczyna powiedziała ci jeszcze o mnie. Nie wiem, jak mogłeś jej w to uwierzyć. Że co? Że ja cię nie kocham? - na chwilę przerwała. - To wiedz, że cię kocham. Z całego serca. Te twoje piękne oczy, uśmiech i tą przereklamowaną pasję do jedzenia. - uśmiechnęła się. Pogłaskała mnie po policzku. Rozpłakałem się na dobre.
- Kocham cię Niall. - zapewniła mnie.
- Ja ciebie też [T.I.] - powiedziałem i wpiłem się w jej słodkie usta
#26 Harry
Był piątek wieczór. Miałam zamiar wybrać się do [I.T.P.] na pogaduszki. Leniwie zwlekłam się z kanapy i postanowiłam się ogarnąć przed wyjściem. Po zaledwie 15 minutach byłam gotowa. Zarzuciłam na siebie płaszcz, a wokół szyi owinęłam apaszkę. Chwyciłam torebkę i wyszłam. Wygrzebałam z niej klucze i zamknęłam dom. Zmierzałam w stronę mieszkania przyjaciółki. Chłodny wiatr owiewał mi włosy zarzucając je do tyłu. Brnęłam przez dzielnice Londynu wpatrując się w ludzi mnie omijających. Nie wiem czemu. Po prostu. Może dlatego, że byłam fotografem i twarze przykuwały moją uwagę. Po około 20 minutach stałam przed drzwiami domu [I.T.P.]. Zapukałam dwa razy i zrobiłam krok do tyłu czekając, aż mi otworzy. Usłyszałam zbliżające się kroki. Zobaczyłam otwierające się drzwi, a w nich małego Justinka – sześcioletniego synka [I.T.P.].
- O ciocia [T.I.] – ucieszył się chłopiec
- Cześć Justin ! Jak się masz ? – odpowiedziałam równie zadowolona
- Super ! Mama i tata kupili mi nowy samochodzik! Chcesz zobaczyć ?
- No jasne. Mam coś dla ciebie. Proszę – wyciągnęłam z torebki ulubione czekoladki Justina i samochodzik, po czym mu to dałam
- Dzięki ciociu, ale z jakiej to okazji ? – zapytał słodko Justin
- A czy musi być okazja ? – kucnęłam przy nim i pogłaskałam po głowie.
Nagle w drzwiach pojawiła się [I.T.P.].
- Justin, dlaczego nie wpuszczasz cioci do środka ? Zimno jest ! – powiedziała do synka – Wejdź [T.I.] – zwróciła się do mnie.
Weszłam do środka. Zdjęłam płaszcz i powiesiłam go na wieszaku, po czym pokierowałam się do salonu. Zauważyłam siedzącą na kanapie Nancy – 15-letnią córkę [I.T.P.].
- Hej Nancy. – powiedziałam usadawiając się obok niej na kanapie.
- O cześć ciociu . – odpowiedziała z uśmiechem
- Zrobić ci kawę [T.I.] ? – zawołała z kuchni [I.T.P.]
- Tak . Dzięki . – odpowiedziałam – Mam coś dla ciebie – zwróciłam się do Nancy
- Dla mnie ? – spytała zaskoczona
- Tak, dla ciebie . Proszę . – odparłam podając jej pudełeczko, w którym znajdowała się bransoletka ze srebrnym serduszkiem.
- Wow ! Jaka śliczna ! Dziękuję ! – powiedziała ucieszona przytulając mnie
- Ja też dostałem prezent ! I mój jest ładniejszy – nagle do pokoju wparował Justin wystawiając język Nancy
- Boże ! [T.I.] naprawdę nie musiałaś im tego kupować ! – powiedziała [I.T.P.] podając mi kawę
- Dla mnie to czysta przyjemność. A co tam u was tak po za tym ?
- Nancy ma chłopaka ! – krzyknął Justin
- Zamknij się Justin – warknęła Nancy rzucając w chłopca poduszką
- Nancy ! – skarciła ją [I.T.P.]
- Nie wstydź się . Każdy miał kiedyś swoją miłość – powiedziałam
- No tak ! Ale on musi zawsze wszystko wygadać ! Sama ci chciałam powiedzieć – odparła wskazując na Justina
- Nie szkodzi. No to opowiadaj ! Jaki on jest ? Gdzie się poznaliście ? Ile już ze sobą jesteście ? Ładny ? Starszy ? – zaczęłam wypytywać
- No więc poznałam go na urodzinach koleżanki . Jest ode mnie starszy o rok i dosyć ładny. No i jesteśmy ze sobą od jakiegoś tygodnia. – powiedziała szybko Nancy rumieniąc się
- No to się cieszę. O więcej szczegółów nie będę cię wypytywać – zaśmiałam się
- Ciociu ! Ciociu ! A ty kiedyś miałaś chłopaka ? – zaczął podskakiwać Justin
- Justin ! Przestań ! Idź do swojego pokoju się pobawić i nie męcz cioci ! – powiedziała [I.T.P.]
- Nie, dlaczego . Jeśli chcą to mogę im powiedzieć .
- Naprawdę ? – ucieszyła się Nancy
- Jeśli tylko chcecie. – odparłam
- Jasne, że tak – odkrzyknęli równocześnie
- [T.I.], naprawdę nie musisz . Wiem, że to dla ciebie trudne. – szepnęła mi [I.T.P.] do ucha
- Nie . Poradzę sobie . – odparłam – A więc chłopak, którego tak bardzo kochałam miał na imię Harry. Poznaliśmy się na imprezie sylwestrowej.
Zaczęłam opowiadać :
*wspomnienia*
- [T.I.] zaraz będą puszczać fajerwerki ! Bierz drinka i wyłaź ! – krzyknęła [I.T.P]
- Dobra, dobra . Idę już !
Wyszłyście z klubu przepychając się przez tłum ludzi próbujących wydostać się na zewnątrz. Po chwili odliczałyście razem z chmarą ludzi stojącą przed klubem.
- 16 , 15, 14 … - krzyczałaś razem z innymi, aż nagle usłyszałaś głos [I.T.P.]:
- Dobra ! Czas pomyśleć życzenie ! Dawaj .. ! Wymyśl coś .
Pomyślałaś chwilę. Chciałaś poznać jakiegoś fajnego kolesia. Byłaś pijana. Nie myślałaś racjonalnie, ale nie był to najgorszy pomysł.
- Dobra, ja już, a ty ? – spytałaś
- Ja tak samo ! No to robimy toast za to żeby nasze życzenia się spełniły ! Tylko szybko ! – stuknęłyście kieliszkami i wypiłyście ich zawartość w tym samym momencie, gdy wystrzeliły fajerwerki
Po jakiś trzech godzinach padałaś z nóg. Postanowiłaś już wracać do domu. [I.T.P.] chciała jeszcze zostać. Nie obraziłaś się na nią. Szłaś ulicami Londynu śpiewając jakieś piosenki. Chwiałaś się na obcasach, więc w pewnym momencie postanowiłaś je zdjąć. Byłaś nieźle spita. W którejś chwili w końcu się przewróciłaś. Nie chciało ci się wstać . Nagle zobaczyłaś chłopaka pochylającego się nad tobą. Był niezwykle przystojny.
- Pomóc ci wstać ? – zagadnął podając ci rękę
- O tak . Jasne. Dzięki. – wybełkotałaś
On też był pijany, ale nie tak jak ty.
- Tak w ogóle to jestem Harry.
- Fajnie . Ja jestem [T.I.]
- Widzę, że nieźle się zabawiłaś – zaśmiał się
- W końcu dziś Sylwek . Nie mogłam spędzić go w „delikatniejszy” sposób. Ale ty też sobie nie szczędziłeś !
- Bo myślę tak samo jak ty .
- Taaa… Dobra ja już idę, bo padam –wydukałaś po czym się odwróciłaś
Stawałaś bardzo chwiejne kroki i zaraz znów się wywaliłaś, tyle że wtedy złapał cię ten cały Harry.
- Łooo… Uważaj . Może jednak odprowadzę cię do domu ?
- Jak tam chcesz. – mruknęłaś
Harry złapał cię pod ramię, ale było wam iść bardzo trudno, bo obydwoje byliście pijani .
- Wiesz co , wskakuj mi na barana, bo takim sposobem nie dojdziemy nigdy.
- No dobra . Sam się prosisz .
Harry wziął cię na barana. I tak szliście . Zaczęliście śpiewać piosenki i się śmiać ze wszystkiego.
- O ! To już tu ! – odparłaś wskazując na swój dom
- No dobra . Poradzisz sobie z zejściem ze mnie? – zaśmiał się Loczek
- Haha . Bardzo śmieszne. Nie jestem aż tak pijana – zeszłaś z Harrego i zaraz się wywaliłaś – No dobra jestem. – Znowu się zaśmialiście
- No to czas zakończyć nasze cudowne spotkanie – powiedziałaś
- Ach tak . Niestety . Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy.
- Ja tak samo – powiedziałaś i w tym samym czasie wpiłaś się w usta Loczka. Chłopak od razu odwzajemnił pocałunek. Położyłaś ręce na jego włosach i lekko pociągnęłaś ich końcówki. Harry objął cię w talii po czym zjechał dłońmi na twoje pośladki. Poczułaś jakby coś wsuwał ci do kieszeni. Nie wiesz dlaczego to wtedy zrobiłaś. Po prostu naszła cię taka chęć. Może dlatego, że cię pociągał. W końcu oderwaliście się od siebie .
- No, to było ładne zakończenie tego wieczoru . - odparłaś
- Bardzo mi się podobało i mam nadzieję, że się powtórzy.
- O ile będziemy to jeszcze jutro pamiętać . Bo po takiej ilości alkoholu nie jest to pewne.
- Takich rzeczy się nie zapomina .
- No to pa Loczek ! – zaśmiałaś się
- Do zobaczenia – uśmiechnął się po czym obydwoje poszliście w swoje strony.
Obudziłaś się rano całkiem zdezorientowana. Bardzo bolała cię głowa. I nie pamiętałaś co się wczoraj stało. Zaczęłaś się chwilę zastanawiać i doszło do ciebie, że wczoraj był Sylwester. Musiałaś sobie nieźle zabalować. Ledwo wstałaś z łóżka i popędziłaś do łazienki. Spojrzałaś w lustro. Nie był to przyjemny widok. Rozczochrane włosy, podpuchnięte oczy. I jeszcze ten nieznośny KAC ! Zrzuciłaś z siebie wszystkie ubrania i weszłaś pod prysznic. Zaczęłaś nucić sobie jakąś piosenkę. A po skończonej kąpieli wyszłaś w owiniętym ręczniku i zaczęłaś szukać jakiś ubrań. Zarzuciłaś na siebie beżowy sweterek i brązowe rurki. Po czym zaczęłaś sprzątać. Chwyciłaś ubranie z wczorajszego dnia. I zauważyłaś, że wyleciała z niego mała karteczka. Schyliłaś się i podniosłaś ją. Zobaczyłaś na niej numer telefonu i kilka słów :
Mam nadzieję, że będziesz mnie jeszcze pamiętać . Chciałbym powtórzyć nasze spotkanie. Zadzwoń proszę. Harry.
Harry ? Nie wiedziałaś o kogo chodzi. Nie mogłaś sobie przypomnieć. Padłaś na łóżko wysilając swoją pamięć. Harry… Harry….Harry… W końcu przypomniałaś sobie ciebie całującą jakiegoś chłopaka . O Boże ! [T.I.] ! Co ty znowu zrobiłaś po pijaku ?! Postanowiłaś zadzwonić do tego Harrego. Niepewnie chwyciłaś telefon i wybrałaś jego numer.
- Halo – usłyszałaś jego głos i nagle wszystkie wspomnienia wróciły
- Eee… Hej . To ja [T.I.]. Podobno się wczoraj poznaliśmy i zostawiłeś mi tą karteczkę no i dzwonię. Pamiętasz ? – wydukałaś nie wiedząc co powiedzieć
- [T.I.] !? Jasne, że pamiętam. Świetnie, że zadzwonisz. Mam niezłego kaca, a ty pewnie jeszcze lepszego co ? – zaśmiał się
- O taak ! Nie mogę sobie przypomnieć w ogóle wczorajszego dnia. Ciebie przypomniałam sobie dopiero, gdy zauważyłam tą karteczkę. A ty wszystko pamiętasz ?
- Nie no co ty ! Nabazgrałem sobie wczoraj na ręce twoje imię, żeby sobie przypomnieć . A z imprezy nie pamiętam nic. – zaśmiał się
- Hahah . – zaśmiałaś się . Byłaś zdziwiona, że Harremu tak na tobie zależało, że nabazgrał sobie na ręce twoje imię. Nawet po pijaku
- No to skoro już dzwonisz . To może się gdzieś spotkamy ? – zaproponował, a ty zaczęłaś się namyślać czy się z nim spotkać. W końcu go nie znałaś.
- Czemu nie ? To gdzie i kiedy ? – zdecydowałaś się
- Może przyjadę po ciebie dziś o 17 ?
- Świetnie.
- No to do zobaczenia.
- Pa.
Odłożyłaś komórkę i uśmiechnęłaś się do siebie. Może zapowiadać się naprawdę ciekawie. Chwilę później znowu usłyszałaś swój telefon.
- Halo – odparłaś
- Ee.. To znowu ja . Zapomniałem spytać o adres – usłyszałaś głos Harrego
- A taak ! Już ci podaję – zaśmiałaś się dyktując mu szereg liter
- Dzięki.
- Spoko. Pa
- Pa
*wspomnienia*
- No właśnie tak się poznaliśmy. Potem zaczęliśmy się spotykać. No i byliśmy ze sobą przez jakiś czas . – powiedziałaś
- Wow ! Świetna historia ! Ale czemu już ze sobą nie jesteście ? – spytała Nancy
- Nancy ! Nie bądź natrętna ! – krzyknęła [I.T.P.]
- Nie, nie .
- [T.I.], na pewno ?
- Tak . Muszę w końcu to komuś powiedzieć. A więc wreszcie zaręczyliśmy się. No i Harry zrobił mi niespodziankę i przygotował romantyczny wyjazd przedślubny nad morze. Nic nie stało nam na przeszkodzie, więc się zgodziłam. Wyjechaliśmy po południu. Wszystko było dobrze, aż do czasu …
*wspomnienia*
Jechaliście już koło 3 godzin.Za jakąś godzinę powinniście być na miejscu. Podróż nie była taka nudna, bo Harry cały czas żartował, przez co cały czas się śmialiście. W którymś momencie odwróciłaś się do tylnych siedzeń i chwyciłaś coś do picia. Czułaś na sobie wzrok Hazzy. Uśmiechnęłaś się do siebie mentalnie. Chwilę później znowu skierowałaś się przodem do kierunku jazdy. I wtedy zobaczyłaś wielką ciężarówkę zmierzającą prosto na was. Krzyknęłaś głośno. Spojrzałaś na Harrego, a w jego oczach zobaczyłaś strach. Łzy momentalnie wypełniły twoje oczy. Harry chwycił cię za rękę i skręcił gwałtownie w bok, aby uniknąć zderzenia. Uderzyliście w jakieś drzewo. Na chwilę straciłaś przytomność, ale po chwili ją odzyskałaś. Zauważyłaś, że jesteście cali we krwi. Swój wzrok skupiłaś na Harrym. Nadal był nieprzytomny. Zaczęłaś nim potrząsać.
- Harry, Harry obudź się ! – krzyczałaś
Nagle Harry resztkami swoich sił otworzył oczy.
- [T.I.], nic ci nie jest ? – wymamrotał
- Ze mną wszystko dobrze. Z tobą gorzej. – zaszlochałaś nie mogąc powstrzymać łez wypływających z twoich oczu
- Przepraszam.
- Za co ?
- Za to, że dopuściłem do tego wypadku i za to, że zaraz może mnie tu nie być. – odparł sprawiając, że z twoich oczu popłynęło jeszcze więcej łez
- Harry ! Nawet tak nie mów !
- Kocham cię i zawsze będę. Pamiętaj [T.I.] nigdy się nie poddawaj i zawsze walcz do końca ! Przepraszam .. Kocham cię - powiedział i zamknął oczy.
- Harry ! Nie ! Nie zostawiaj mnie ! Kocham cię najbardziej na świecie ! – szlochałaś wiedząc, że to koniec.
Zauważyłaś jakiegoś mężczyznę, który dzwonił po pogotowie. Nie obchodził cię on. Teraz liczył się tylko Harry. Potem zobaczyłaś karetkę, która zabrała cię do szpitala. I więcej nie pamiętasz.
*wspomnienia*
Na same wspomnienia zaszkliły ci się oczy. Spojrzałaś na Nancy i Justinka. Zobaczyłaś na policzkach nastolatki spływające po nich łzy. Justin nie wiedział jak zareagować. Siedział z otwartą buzią. Poczułaś, że [I.T.P.] cię obejmuje. Ona też miały oczy we łzach.
- Przepraszam ciociu. Nie wiedziałam, że to dla ciebie takie trudne. Z resztą nie dziwię ci się. – powiedziała Nancy wycierając łzy z policzków
- Nie, nie . Nie masz za co przepraszać . Tak po prostu jest. A teraz nie płaczemy . Harry na pewno by nie chciał, żebyśmy płakały.
Otarłyście łzy z policzków. Nagle usłyszałaś jak ktoś wchodzi do domu.
- Wróciłem ! Co na obiad ? Jestem cholernie głodny ! – rozpoznałaś głos Nialla – męża [I.T.P.]
Wszedł do salonu. I zobaczył was ze łzami na twarzy.
- Co się stało ? Dlaczego płaczecie ? – spytał zdezorientowany
- Ciocia [T.I] opowiedziała nam o panu Harrym, w którym się kiedyś zakochała. Znałeś go tato ? – powiedział Justin
Niall posłał mi porozumiewawcze spojrzenie. Wiedział, że to dla mnie trudne. Dla niego też. Bo Harry był jego przyjacielem.
- Tak Justin. Znałem Harrego. Był moim przyjacielem. To on i [T.I.] poznali mnie i mamę ze sobą. Harry był naprawdę świetnym przyjacielem.
- Wiecie co ja już chyba pójdę . Robi się późno. – odparłaś
- Odwiozę cię – powiedział Niall
- Nie. Nie trzeba. Przejdę się. – skierowałaś się do przedpokoju i zarzuciłaś płaszcz.
- Jak wolisz. Trzymaj się [T.I.] . – przytulił cię Niall
- Do jutra – powiedziałaś i wyszłaś
Szybko popędziłaś do domu. Wciąż czując na swoich policzkach łzy. Weszłaś do domu i od razu skierowałaś się do sypialni. Padłaś na łóżko szlochając. Wszystkie wspomnienia powróciły. Czułaś jakby to stało się przed chwilą. Usłyszałaś cichy trzask. Zobaczyłaś, że jakieś zdjęcie upadło. Podniosłaś je i zobaczyłaś na nim ciebie z Harrym. Mimowolnie od razu się uśmiechnęłaś. Wiedziałaś, że Harry nie chce, żebyś płakała z jego powodu. Wytarłaś łzy.
- Będę walczyć Harry. I nigdy się nie poddam. Kocham cię – wymamrotałaś cicho do siebie.
#25 Harry +18
Uchyliłam lekko powieki, ale szybko je zamknęłam, bo
jasność, jaka panowała w pokoju była nie do zniesienia dla moich oczu. Leżałam
leniwie na łóżku. Odwróciłam głowę, a obok leżał mój Harry. Wpatrywał się
swoimi hipnotyzującymi zielonymi oczkami w moje, niebieskie. Słodko się
uśmiechał, przez co było widać jego urocze dołeczki.
- Dzień
dobry, kochanie. Byłaś wczoraj cudowna.- Wyszeptał mi na ucho. Ach, ten mój
tygrysek...- Może to dziś powtórzymy, co...?- Zaczął wsuwać rękę pod kołdrę.
- Haroldzie!- Uderzyłam go w ramię, a on szybko
wyciągnął dłoń, która już zataczała kółka na moich udach.
- No
dobrze...- Powiedział, widocznie smutny.
- Która
godzina?- Zmieniłam temat. Hazz odwrócił się i spojrzał na zegarek.
- Jest...
11:30.
- O matko!-
Zerwałam się z łóżka. Szybko podbiegłam do szafy. Zaczęłam przerzucać sterty
ubrań, aby znaleźć odpowiedni strój.
- Jakiś
problem?
- Na 12:30
jestem umówiona na rozmowę kwalifikacyjną! A co, jeśli nie zdążę?!- Zaczęłam
panikować.
- Zdążysz,
zdążysz, tylko się uspokój. Wszystko będzie dobrze.
- Przestań!
Ty nigdy nie widzisz powagi sytuacji!- Byłam na niego wściekła.
- No i?
Taki już jestem i takiego mnie kochasz.- Głośno westchnęłam, pokręciłam głową i
jeszcze szybciej przerzucałam nieodpowiednie ubrania.
- Nie mam
się w co ubrać!- Spanikowałam. Mój ukochany wstał, podszedł do mnie, odwrócił,
położył ręce na moich ramionach i przemówił do mnie:
-
Skarbie... Ogarnij się! Uspokój, wdech, wydech, wdech, wydech...- Instruował
mnie. Niestety to nic nie zmieniło. Ale liczą się chęci. Kochany głupeczek.-
Już dobrze?
- Nadal
nie.- Rzuciłam od niechcenia i wróciłam do poprzedniej czynności. W końcu
znalazłam! Wyciągnęłam białą sukienkę na ramiączkach, do kolan, a do tego
czarny żakiet, podwijany do łokci z białymi mankietami. Pobiegłam do łazienki i
zaczęłam przemianę z porannej [T.I.] na [T.I.], która może pokazać się przy
ludziach. Włosy porządnie rozczesałam i zostawiłam rozpuszczone. Gdy pojawiłam
się w pokoju, Hazz siedział dokładnie w tym miejscu, gdzie był przed 15
minutami. Jak mnie zobaczył, jego kąciki ust uniosły się jeszcze wyżej.
Spojrzałam na zegarek. 11:50.
- Na pewno
zdążysz.- Powiedział uśmiechnięty, widząc moją reakcję.
- Nie
ważne.- Rzuciłam i szybko poleciałam do kuchni. Wpadłam do niej, przyszykowałam
płatki, które zjadłam dość szybko, po czym poszłam wybierać buty. W końcu moją
zdobyczą okazały się czarne, wysokie szpilki. Dobrałam do tego jeszcze małą
torebeczkę, tego samego koloru co buty, jeszcze raz się przejrzałam w lustrze,
po czym wyszłam na spotkanie.
Rozłączyłam
się z Harrym, po czym przyśpieszyłam. Chciałam być jak najszybciej w domu. Co
prawda facet, z którym byłam umówiona nie dał mi dokładnej odpowiedzi
"tak" lub "nie", tylko że się odezwie, ale mam nadzieję, że
dostanę tą pracę. Będzie dobrze... Mam taką nadzieję.
Przekręciłam
kluczyk w drzwiach. Wydały one charakterystyczny dźwięk, po czym je otwarłam.
Było ciemno.
- Harry!-
Krzyknęłam, brak odpowiedzi.- Harry!- Nadal nic. Chciałam zaświecić światło...
Wodziłam ręką po ścianie, szukając kontaktu. W końcu go znalazłam, kliknęłam
i... I nic.- Harry!- Nikt się nie odezwał. Ściągnęłam buty i pomału podążyłam
do swojego pokoju. Pech chciał, że musiałam chcieć go na piętrze. Kilka razy
się wywróciłam, ale co tam. Bywało gorzej.
Lekko
pchnęłam drzwi, a moim oczom ukazał się mój pokój, ale nie przypominał tego,
która zapamiętałam, wychodząc. Ten był jak z bajki. Po całym pomieszczeniu były
poustawiane świeczki zapachowe, przez które teraz tutaj pięknie pachniało. O
dziwo oświetlały one mój kącik. Omiotłam wszystko wzrokiem i zatrzymałam go na
łóżku. Leżał tam Harry... Był w samej bieliźnie, zadziornie uśmiechał się do
mnie. To wszystko jego sprawka.
Mój
ukochany wstał, podszedł do mnie, łapiąc mnie za pośladki. Podniósł i ułożył na
łóżku. Najpierw wbił się w moje usta a
następnie ściągnął ze mnie kamizelkę,
rozsunął zamek od sukienki, a ona po chwili
leżała już w kącie. Chciał mi już rozpiąć stanik, ale ja na to nie pozwoliłam.
Pchnęłam go zdecydowanym ruchem, przez co to teraz on leżał na pościeli.
Całowałam jego usta, niżej szyję, klatkę, brzuch. Niczym lwica zerwałam jego
bokserki. Oblizałam się na widok jego "hazzakondy", która stała już
na baczność. Na początku zabawiałam się nią ręką. Złapałam ją. Pocierałam w
górę i dół. Chłopak nie mógł wytrzymać.
- Czemu mi
to robisz?!- Krzyczał, ale ja nie reagowałam. Wręcz przeciwnie - podniecało
mnie to. Później delikatnie lizałam. W końcu wzięłam jego przyrodzenie do buzi.
Hazza cicho pojękiwał. Sprawiało mu to ogromną przyjemność.
Po mojej
zabawie to on przejął pałeczkę. Wykonał obrót, przez co to teraz ja byłam na
dole. Chwilę zmagał się z zapięciem mojego koronkowego, czerwonego stanika.
Uwielbiał ten kolor, on jeszcze bardziej go podniecał, działał jak płachta na
byka. Zataczał kółka po moim ciele, które z każdym razem stawały się coraz mniejsze.
Masował, lizał, przygryzał moje piersi. Po prostu sprawiał mi przyjemność. On
był już w tym wyćwiczony, a ja byłam jedynie jego uczennicą. Swoimi gestami
doprowadzał mnie do skrajności. Powolnym ruchem ściągnął moje majtki. Spojrzał
jeszcze raz na moje oczy, jak zawsze, aby się na pewno upewnić. Mój skarbeczek.
Skinęłam głową na "tak", pocałował mnie w usta, po czym ponownie
zaczął wodzić po moim brzuchu swoim językiem. Nie wiedziałam, czemu to ma
skutkować, ale nie powiem, było to przyjemne. Zjechał z brzucha niżej. Bawił
się moją kobiecością językiem. Myślałam, że eksploduję! Nie mogłam wytrzymać.
Jego język latał wszędzie. Gdy go wyciągnął, włożył we mnie palec, potem
dołożył drugi i trzeci. Poruszał nimi szybko. Ale to był tylko początek. W końcu
i je wyciągnął, a wtedy do akcji wkroczył
on. Wszedł we mnie, na początku delikatnie poruszając biodrami. Z czasem
było to coraz szybsze i szybsze. Wykrzykiwałam jego imię oraz inne słowa...
Głośno sapałam, on sam nie mógł złapać oddechu. Nie zdziwię się, jeśli jutro
sąsiedzi będą się skarżyć, byliśmy naprawdę głośno. Jęczałam z rozkoszy, a
Hazzę to tylko motywowało. Wiedział, jak na mnie działa, i że nie mogę mu
odmówić. Ale nic nie pobije tego, jak nasze łóżko skrzypiało. Chyba trzeba
będzie kupić nowe.
Jeszcze
przez jakiś czas bawiliśmy się sobą nawzajem, po czym usatysfakcjonowani
upadliśmy na pościel. Mój chłopak przykrym nas kołdrą, pocałował mnie w
policzek i wyszeptał do ucha:
- Kocham
Cię. Byłaś doskonała...
#24 Zayn
Zayn otworzył mi drzwi do samochodu. Posłałam mu uśmiech i wsiadłam. Chłopak okrążył auto i wszedł do niego. Włożył kluczyki do stacyjki i ruszył. Jechaliśmy na zakupy. Zbliżał się bal na zakończenie roku, a my potrzebowaliśmy jakiś przyzwoitych ubrań. Włączyłam radio. Akurat leciała jedna z moich ulubionych piosenek. Zaczęłam sobie śpiewać i wymachiwać rękami. Zayn popatrzył się na mnie i zaczął się śmiać.
- Co się śmiejesz ?!
- Bo dziwnie wyglądasz ! – odparł nie przestając się śmiać.
Uderzyłam go lekko w tors, a on posłał mi porozumiewawcze spojrzenie. Dalej jechaliśmy w ciszy. W końcu dotarliśmy do galerii. Zayn znalazł jakieś miejsce na parkingu i zaparkował. Wyszliśmy z samochodu. Trzymaliśmy się za ręce. Byłam przy nim taka szczęśliwa. Podeszliśmy do drzwi galerii i zobaczyliśmy napis :
Przepraszamy, dziś czynne do 16.00
- Co !? Ja pierdolę ! Co to ma być ?! – Zayn zaczął krzyczeć i kopnął butem w ścianę.
- Zayn, spokojnie. Pojedziemy do innej galerii. Chodź. – zwróciłam się do niego łapiąc jego rękę
- Nie ! Nie mam ochoty już na żadne zakupy ! Jedziemy do domu ! – wrzasnął Zayn ciągnąc mnie do samochodu.
Chwilę później byliśmy w samochodzie. Zayn trzasnął drzwiami i ruszył. Jechał z dużą prędkością. Nagle światło zmieniło się na czerwone. Zayn zignorował to . Po prostu jechał dalej. Ludzie zaczęli na niego trąbić.
- Zayn ! Przejechałeś na czerwonym ! – krzyknęłam
- I co z tego ! ? Przecież nic się nie stało !
- Ale mogło się stać !
Prychnął pod nosem. Wyjął z kieszeni kurtki paczkę papierosów i zapalniczkę. Odpalił papierosa i zaciągnął się dymem. Nawet nie otworzył okna, przez co samochód był cały w dymie.
- Otwórz to okno ! Nie da się oddychać ! – wrzasnęłam krztusząc się dymem
- Da się ! Jak ci coś przeszkadza to wysiądź !
- Dobra ! Zatrzymaj się ! Nie mam zamiaru ci zawadzać !
Zatrzymał się, a ja wybiegłam z samochodu. Po czym ruszył dalej jak gdyby nigdy nic. Weszłam na chodnik i szłam przed siebie zdenerwowana zaistniałą przed momentem sytuacją. Nagle zaczął lać deszcz. Gorzej być po prostu nie mogło. Na przypomnienie sobie kłótni z Zaynem momentalnie zaszkliły mi się oczy. Pozwoliłam wypłynąć łzom z oczu. Rozmazał mi się makijaż. Musiałam wyglądać naprawdę okropnie. Usiadłam na ławce i zaczęłam płakać.
*Perspektywa Zayna*
Znowu za bardzo poniosły mnie emocje. Nie chciałem się z nią kłócić. Chwyciłem telefon i zacząłem do niej dzwonić. Nie odbierała. Postanowiłem zatelefonować do Liama.
- Halo – usłyszałem jego głos
- Liam, musisz mi pomóc. Mamy problem – powiedziałem
- Pokłóciliście się z [T.I.] ?
- Tak, a skąd wiesz ?
- Gdy mówisz, że masz problem to zwykle związane jest to z [T.I] . Dobra o co tym razem poszło ?
- No wkurzyłem się, bo jechaliśmy na zakupy i okazało się, że galeria jest zamknięta. A potem zaczęła mi robić aferę za to że palę w samochodzie i w ogóle .
- No i jak zwykle za bardzo poniosły cię emocje.
- No wiem, stary. Weź mi pomóż . Co mam zrobić ?
- Dzwoniłeś do niej ?
- Nie odbiera
- Nie dziwię się jej . Dobra ja do niej zadzwonię i spróbuję ją namówić, żeby od ciebie odebrała. Jak się zgodzi, żebyś po nią przyjechał to zabierz ją do restauracji moich rodziców. Ja wam tam coś przygotuję. Ok ?
- Dzięki stary . Odwdzięczę się.
- Dobra . Ja do niej dzwonię, a ty postaraj się już dziś niczego nie schrzanić . Nara
- Nara
*Perspektywa [T.I.]*
Deszcz lał coraz bardziej, a ja nie miałam gdzie iść. Usłyszałam dźwięk dzwonka w telefonie. Myślałam, że to znowu Zayn. Nie miałam zamiaru od niego odebrać. Ale ku mojemu zdziwieniu dzwonił Liam. Ucieszyłam się i odebrałam .
- Halo ?
- Cześć [T.I.] ! Zayn do mnie dzwonił i wszystko mi opowiedział .
- Aaa.. No to wszystko już wiesz. Słuchaj mógłbyś po mnie przyjechać ja tu cała mokra siedzę i nie mam gdzie iść ?
- Wiesz chyba lepiej będzie jak przyjedzie po ciebie Zayn. Powinniście pogadać . Przecież wiesz, że on tego żałuje. Znasz go.
- Tak wiem, ale mógłby się opanować.
- Zgadzam się z tobą. To co zgodzisz się jak Zayn po ciebie przyjedzie ?
- No dobrze. Ale to nie znaczy, że mu wybaczam
- Spoko. Zayn zaraz do ciebie zadzwoni.
- Okej . Pa
- Pa
Rozłączyłam się. Zgodziłam się tylko ze względu na to, że Liam mnie poprosił. Za chwilę zobaczyłam na ekranie komórki, że dzwoni Zayn.
- Halo ?
- [T.I.], przepraszam . Przyjadę po ciebie . Gdzie jesteś ?
- Jestem w parku przy Radiowej. – odparłam obojętnie
- Zaraz po ciebie przyjadę skarbie. Nie ruszaj się stamtąd . – powiedział po czym się rozłączyłam
Czekałam na niego chwilę i zaraz zobaczyłam tak dobrze znany mi samochód. Zayn wysiadł z niego i podbiegł do mnie.
- [T.I.] , przepraszam cię . Poniosło mnie.
- Ciebie zawsze ponosi.
- Wiem. Ale wiedz, że staram się .
- Taaa…
- Co mam zrobić, żebyś mi wybaczyła ?
- Nie wiem czy wybaczę takiemu idiocie.
- JESTEM IDIOTĄ I KOCHAM NAJBARDZIEJ NA ŚWIECIE [T.I], ALE ONA NIE CHCE MI WYBACZYĆ . A TAK BARDZO MI ZALEŻY ! CO MAM ZROBIĆ ?! – zaczął się drzeć na co zaśmiałam się cicho.
- No dobrze wybaczam ci, ale nie kłóćmy się więcej – podeszłam do niego bliżej i położyłam dłonie na jego klatce piersiowej
- Tak . A teraz chodźmy do samochodu, bo strasznie leję.
Szybko pobiegliśmy do auta i kiedy chciałam wejść do niego. Poczułam dłonie na swoich biodrach. Chłopak mnie podniósł i położył na masce samochodu i pocałował mnie jak nigdy wcześniej.
- A teraz w zamian rekompensaty zabieram cię do restauracji .
- Zayn, jesteśmy cali mokrzy . – zachichotałam
- To nic. Wyschniemy .
Jechaliśmy kilka minut, aż dotarliśmy do restauracji rodziców Liama. Weszliśmy do budynku. Zayn podszedł do lady i zaczął z kimś rozmawiać. Za chwilę zobaczyłam rozmawiającego z nim Liama. Zamienili kilka słów, po czym chłopak podszedł do mnie. Prowadził mnie w miejsce, w którym jeszcze nie byłam. Weszliśmy na jakieś schody. Wydawało mi się jakby nigdy się nie kończyły. W końcu zobaczyłam jakieś drzwi. Zatrzymaliśmy się przed nimi.
- Założę ci opaskę, żeby była niespodzianka okej ? – spytał Zayn
- No dobrze . – odparłam będąc ciekawa co znajduje się za drzwiami
Chłopak obwiązał mi opaskę wokół oczu i chwycił mnie za rękę ciągnąc gdzieś. Szliśmy kawałek. Po czym oznajmił :
- Możesz zdjąć opaskę
Rozwiązałam ją i zobaczyłam, że stoimy na dachu budynku. Stał tam stolik z winem. Wszędzie były kwiaty, młode drzewka w doniczkach. Było ślicznie.
- Wow ! Zayn ! To jest niesamowite !
- Cieszę, że ci się podoba. Mam coś dla ciebie. – powiedział i wyciągnął jakieś bilety z kieszeni. Pisało na nich: Ostatni walc. Chciałam na niego iść. Ale Zayn się nie zgadzał.
- Jednak się zgodziłeś. Dziękuję . – pocałowałam go w policzek
- A wiesz jak się tańczy walca ? Bo mi to słowo nie wiele mówi.
- Na szczęście mnie ojciec nauczył jak byłam młodsza – zaśmiałam się – Chodź, pokażę ci to łatwe.
- Co ?
- No chodź – ciągnęłam go za sobą
- Walc na dachu ?
- Tak, chodź spodoba ci się . – podeszłam do magnetofonu stojącego na stoliku i szukałam wśród wielu płyt melodii walca. W końcu znalazłam. Włożyłam ją do magnetofonu. I za chwilę w naszych uszach zabrzmiała delikatna, wolna muzyka. Podeszłam do Zayna.
- Chwyć mnie za rękę i obejmij – poinstruowałam śmiejąc się – Zrób krok do przodu. – Zayn kompletnie nie wiedział jak się tańczy. Robił koślawe kroki i cały czas patrzył na nogi. – Patrz mi w oczy. – zaśmiałam się chwytając jego podbródek głaszcząc go po włosach.
Szło mu coraz lepiej. Cały czas śmiałam się z jego kroków. Nagle usłyszeliśmy grzmot. Ale nie przestaliśmy tańczyć. Po chwili znowu zaczęło padać. Zatrzymaliśmy się i zaczęliśmy się śmiać. Owinęłam ręce wokół szyi Zayna, a on oplótł moje biodra swoimi dłońmi. Staliśmy tak patrząc sobie w oczy. Aż w końcu wpiłam się w jego usta. Od razu odwzajemnił pocałunek. Smak jego warg był taki rozkoszny. Czułam miętę połączoną z papierosami. Ale nie było to wcale obrzydliwe, wręcz przeciwnie. Oderwaliśmy się od siebie i usiedliśmy przy stoliku. Zayn nalał do kieliszków trochę wina.
- To za co robimy toast ?
- Za nas.
Stuknęliśmy kieliszkami o siebie i upiliśmy trochę wina.
- Mam wrażenie, że koniec roku zbliża się z zawrotną prędkością .
- Chętnie zatrzymałabym ten czas, a najlepiej cofnęła.
- Pamiętasz ten dzień w którym się poznaliśmy ?
- Jasne, że tak ! Nigdy go nie zapomnę . To był najlepszy dzień w moim życiu. Inaczej bym cię nie poznała.
- Zgadzam się z tobą.
- Kocham cię .
- Ja ciebie też .
I znowu wpiliśmy się w swoje usta. Ten pocałunek był inny niż ten poprzedni. Tamten był delikatny, a ten namiętny.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





